wtorek, 11 listopada 2014

Lenistwo

Uważam, że to jedna z największych chorób współczesnego chrześcijaństwa. Plaga, która szerzy się w Ciele Chrystusa. Ja też byłem leniem, takim duchowym. Pobłażałem swojemu ciału i pozwalałem, żeby to ono wiodło prym. Największa przemiana w moim życiu przyszła wtedy, kiedy straciłem wszelkie środki i siły. Zrozumiałem, że sobie nie radzę. Wcześniej myślałem, że jestem przyzwoitym chrześcijaninem.  Byłem zwiedziony, czyli oszukany. Dopiero dzięki Bogu zrozumiałe, że nie dam rady poszczególnych kawałków swojego życia posklejać. Wtedy zacząłem wołać do Boga.
Pamiętam, że jechałem na nabożeństwo do Częstochowy i całą drogę w samochodzie wołałem do Pana, dosłownie krzyczałem. Bóg wysłuchał tego wołania. Pierwszą rzeczą, którą zmienił to ilość godzin, które przeznaczałem na sen. Zacząłem wstawać o 5:00, godzinie dla mnie wtedy kosmicznej. Wstawałem, słuchałem kazań, czytałem Biblię, modliłem się. Na początku było trudno, zasypiałem, ale walczyłem. Uchwyciłem się obietnicy: Zmęczonemu daje siłę, a bezsilnemu moc w obfitości. Młodzieńcy ustają i mdleją, a pacholęta potykają się i upadają, lecz ci, którzy ufają Panu, nabierają siły, wzbijają się w górę na skrzydłach jak orły, biegną, a nie mdleją, idą, a nie ustają. Iz 40,29-31. Wytrwałem, bo widziałem owoce tej walki. Zacząłem się duchowo karmić, regularnie, w dość dużych ilościach. Bóg pokazał mi, że wcześniej byłem związany lenistwem. Mówiłem: Jeszcze trochę pospać, trochę podrzemać, jeszcze trochę założyć ręce, aby odpocząć (Prz 6,10). Myślę, że nie tylko ja. 
Często jesteśmy aktywistami, robimy dużo, ale zaniedbujemy to co zasadnicze - karmienie się Chrystusem, walkę na kolanach. Podobno nawet Salomon nie naleje z pustego, a my chrześcijanie (niektórzy) myślimy, że nam się uda. Wydaje nam się, że znamy Boga, Biblię, że to wystarczy. Brakuje nam sił, gorliwości. Uczniom też wydawało się, że sobie poradzą, znali przecież Jezusa, wcześniej widzieli i dokonywali wielu cudów. Jezus jednak ostrzegł ich i napominał: "Czuwajcie i módlcie się, abyście nie popadli w pokuszenie; duch wprawdzie jest ochotny, ale ciało mdłe" (Mt 26,41). Czy i my pośniemy? 
Dziś dla mnie to wczesne wstawanie to reguła. Nie chcę się tym szczyćić. Mówię o tym, bo to jest Boża łaska. Najlepszy czas dnia. Takie codzienne świętowanie. Czas, który mogę spędzić, ze swoim Panem. Kiedy z jakiś względów nie mogę wstać, to czuję się jak "wypluty", totalnie zmęczony, bez sił. Jest to dla mnie objaw tego, że coś niedobrego dzieje się w moim życiu, że wkradł się jakiś grzech. Wtedy wołam do Pana i walczę na kolanach jeszcze bardziej, jak zrozpaczony, "na duchowym głodzie".
Bynajmniej nie chcę robić z siebie reguły, wzoru. Mówię tylko o tym, co dla mnie jest zasadnicze, co mi pomaga, dodaje sił. Bóg chce, abyśmy szukali Go z całych sił, walcząc ze swoimi cielesnymi słabościami.  
Widzę wzór Chrystusa, który mimo ogromu zajęć wstawał rano, żeby spędzić czas na modlitwie 
(Mk 1,35). Widzę przykład Pawła, który wyznaje: "W trudzie i znoju, często w niedosypianiu, w głodzie i pragnieniu, często w postach, w zimie i nagości" (2 Kor 11,27). Ta gorliwość jest dla mnie przykładem. 
Was zaś pozostawiam ze Słowem: "Obudź się, który śpisz, I powstań z martwych, A zajaśnieje ci Chrystus. Baczcie więc pilnie, jak macie postępować, nie jako niemądrzy, lecz jako mądrzy, wykorzystując czas, gdyż dni są złe." (Ef 5,14-16) Wiem, że wymowa jest metaforyczna, ale spróbujcie potraktować to dosłownie, może coś w tym jest. 
   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz