sobota, 1 listopada 2014

Bóg nie mówi NIE

Zawsze uczyłem dzieci, że Bóg odpowiada na nasze modlitwy w trójnasób i Jego odpowiedzi można porównać do świateł sygnalizatora drogowego: zielone - tak, żółte - czekaj i czerwone - nie. Niejeden raz zadawałem sobie pytanie, jak pogodzić fakt, że zawsze dzieje się wola Boża z sensem i znaczeniem modlitwy.
Jakiś czas temu odkryłem, że Bóg nie mówi po prostu NIE. Ja zbywam czasami swoje dzieci, nie mam dla nich czasu, siły itd. Bóg Ojciec jest inny. "On się nie męczy i nie ustaje, niezgłębiona jest jego mądrość. Zmęczonemu daje siłę, a bezsilnemu moc w obfitości" (Iz 40,28-29). On ma dla mnie zawsze czas. Więcej, zaprasza mnie do społeczności z Sobą. Nie chcę przez to powiedzieć, że On daje mi zawsze, to co chcę. Nie, tak się nie dzieje - chwała Mu za to. Chcę jednak powiedzieć, że Bóg nagradza tych, którzy Go szczerze szukają. Nawet jeśli nie daje mi, tego o co Go proszę, to daje mi znacznie więcej - obdarza Swoją łaską, przytula mnie do Siebie, daje mi siły, abym przeszedł przez dane doświadczenie. Dlatego do Pawła, kiedy prosił o wyciągnięcie kolca z jego ciała (cokolwiek to było powiedział), powiedział: "Dosyć masz, gdy masz łaskę moją" (2 Kor 12,9). Bóg nagradza tych, którzy Go szczerze szukają. Dlatego modlitwa ma sens. Więcej, jest naszą największą bronią. Dlatego wołam do Boga i modlę się o siebie, swoją rodzinę, przyjaciół. Jest to dla mnie najcenniejszy czas. 

Modlitwa nie jest dla mnie tylko wygłoszeniem litanii próśb, to przede wszystkim szukanie Boga i Jego bliskości. 
Uczę ostatnio mojego syna waleczności, bo wierzę, że w tym tkwi istota męskości. Nie chodzi mi o siłę mięśni i walkę z innymi. Przede wszystkim pokonywanie swoich własnych słabości, walkę o rodzinę i otaczający świat. Czasami się razem siłujemy. Bardzo kocham swojego syna. Do takiego siłowania zaprasza mnie Bóg. Do walki na kolanach, do walki o duchowe błogosławieństwo, do walki o więcej Chrystusa w swoim życiu. Obraz Jakuba walczącego z aniołem jest mi bardzo bliski. Wiem, że Bóg chce takiej walki w moim życiu. 
Kiedyś słyszałem (w jednym z kazań Paula Washera) taki przykład: do jednego trenera sztuk walki przyszedł pewien człowiek, który prosił go, aby go trenował. Trener umówił się z nim następnego dnia nad morzem. Razem weszli do wody, a potem trener złapał tę osobę i wsadził jej głowę pod wodę. Osoba, uświadamiając sobie wielkie niebezpieczeństwo, w którym się znalazła, zaczęła z całych sił walczyć o życie, szamotać się i w końcu się oswobodziła. Miała tylko jeden cel - przeżyć, złapać powietrze. Później trener powiedział do tej młodej osoby: nie przychodź do mnie, jeśli nie będzie w tobie takiego zapału do trenowania, jak do ratowania swojego życia.
Zadaję sobie pytanie, czy jest we mnie taka pasja, taki zapał do bycia blisko Boga, jak do ratowania życia? Czy pragnę Chrystusa bardziej niż powietrza?
Panie, daj aby tak było! 
Mam nadzieję, że zachęciłem Was trochę do modlitwy. Ja odkrywam jej znaczenie. Jest ona naprawdę potężną bronią. Bóg wysłuchuje i daje Siebie.
Bez wątpienia wielkim zachęceniem do modlitwy są dla mnie kazania baptystycznego pastora Paula Washera. Pod tym względem jestem ekumenistą, bo nie słucham tylko luterańskich kazań. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz