środa, 29 października 2014

Tatusiu, czy ty boisz się Boga?
Kilka tygodni temu, kiedy byliśmy na wakacjach, mój syn zadał mi ciekawe pytanie. Rozmyślałem właśnie o naszej przyszłości i w mojej głowie było wiele obaw i lęków, wtedy podszedł do mnie Maciek (mój 5-letni syn) i zapytał: Tatusiu, czy ty boisz się Boga?
Cóż, jest to zasadnicze pytanie: Czy boję się Boga? Jeśli tak, to nie muszę bać się już niczego innego. Jeśli szukam Boga, idę Jego drogą, to mogę zaufać, że On troszczy się o całą resztę. Nie chodzi o to, żeby bagatelizować swoje obowiązki, ale wypełniać Bożą wolę (czyli również codzienne obowiązki). Musiałem wyznać swojemu synowi, że niestety, zupełnie niemądrze, boję się również innych rzeczy.
Kilka dni później wziąłem syna na spacer do lasu. Droga prowadziła w górę przez łąkę. Nie była to łatwa droga, przedzieraliśmy się przez trawę. Odeszliśmy od miejsca gdzie spaliśmy (Maruszyna, osada Romów) może jakieś 300 metrów. Wtedy mój syn powiedział, że nie chce iść już dalej, woli wrócić do domu. Wiedząc, że się nie zgubi (droga nie była skomplikowana, prosto w dół), pozwoliłem mu wrócić samemu, a ja poszedłem dalej. Po przejściu może 50 metrów, usłyszałem wołanie syna. Podbiegłem. Mój syn powiedział, że nie chce iść sam, woli iść ze mną tą trudną drogą. Wolał być blisko swojego taty. Ta sytuacja uczy mnie czegoś o Bogu. Chociaż droga z Nim jest trudna i spotykamy wiele przeciwności. Wydaje się, że jest to droga pod górę, czasami przedzieranie się przez różne trudności, to jednak najbezpieczniej jest blisko Ojca. On zaś w chwilach szczególnie trudnych, tak jak ja wtedy swojego syna, bierze nas na ręce i niesie przez te trudności.
Doświadczamy z żoną Bożego prowadzenia, tego że Bóg zaopatruje. Ostatnio na przykład, kiedy robiłem jesienne porządki z stwierdziłem, że chyba jednak nie wystarczy nam tego drzewa na zimę. Na zakup też nie było środków. Przypomniałem sobie, żeby nie troszczyć się (nie zamartwiać się) o dzień jutrzejszy i z ufnością kontynuowałem swoje porządki. W następnych dniach moja mama zaproponowała nam, że da nam drzewo, bo akurat miała je ścinać. W zeszłym tygodniu zaś przyszła do nas sąsiadka, która chciała się pozbyć drzewa ze swojego ogrodu. Otrzymaliśmy je za darmo. Wierzę, że w Boga, który zaopatruje. Nie w złotą rybkę, ani w automat do spełniania życzeń, ale Boga, który troszczy się o nasze codzienne potrzeby. Czy to znaczy, że nie będziemy przeżywać trudności? Oczywiście, że nie. Mamy jednak tę ufność, że Bóg jest wszechmogący. Wszystko, co nam daje jest dobre. Nie ma przypadków, chwilowego zaćmienia itd. Wszystko co otrzymuję z ręki Wszechmogącego zmierza do jednego celu: aby uczynić mnie bardziej podobnym do Swojego Syna. Moim zadaniem zaś jest ponad wszystko bać się Boga, kochać Go i ufać Mu. Wszechmoc Boga sprawia, że nie muszę się bać innych (nie chodzi o brak szacunku), ale strach. Nie muszę też walczyć z tymi, którzy mnie atakują. Skoro Bóg nie dopuszcza niczego złego, to nawet ataki innych, mają jakiś cel. Bóg współdziała ze wszystkim ku dobremu z tymi, którzy Boga miłują. Uczę się tego, szkoda, że tak późno.

I nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, ale duszy zabić nie mogą; bójcie się raczej tego, który może i duszę i ciało zniszczyć w piekle. Czyż nie sprzedają za grosz dwu wróbli? A jednak ani jeden z nich nie spadnie na ziemię bez woli Ojca waszego. Nawet wasze włosy na głowie wszystkie są policzone. Nie bójcie się; jesteście więcej warci niż wiele wróbli. Każdego więc, który mię wyzna przed ludźmi, i Ja wyznam przed Ojcem moim, który jest w niebie; ale tego, kto by się mnie zaparł przed ludźmi, i Ja się zaprę przed Ojcem moim, który jest w niebie.
Mt 10,28-33

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz