poniedziałek, 3 grudnia 2012

Jak cierpliwy ojciec...

Uczę się ostatnio w swoim życiu bycia cierpliwym ojcem i nauczycielem. W szkole bardzo trudno być cierpliwym i okazywać miłość względem uczniów. W zasadzie w każdej grupie znajduje się jedna lub dwie osoby, które nie słuchają poleceń. Na powtarzanie i uspakajanie tych dzieci traci się sporo energii. Mam wielką pokusę, żeby na ich zachowanie odpowiedzieć agresywnie. Często nie jestem cierpliwy. To samo czasami przeżywam w swoim domu. Ostatnio jednak uczę się reagować bardziej cierpliwie i z miłością na agresję i nieposłuszeństwo. Widzę, że to przynosi lepsze rezultaty, ale jest to trudniejsze.
Ostatnio zaś przychodzi mi ta myśl postawa Boga, który będąc na ziemi trzciny nadłamanej nie dołamał, ani kona gasnącego nie dogasił. Bóg jest dla mnie cierpliwy, bez względu na moje pomyłki. Proszę Go też o cierpliwość i mądrość w nauczaniu dzieci.
Fajnie że mogę widzieć małe dzieci, które naprawdę chcą poznawać Boga i mają bojaźń, aby nie grzeszyć. Dziś spotkanie z takim dzieckiem było moim udziałem. Dziękuję Bogu, że mimo moich błędów dydaktycznych mogę widzieć owoce służby.




sobota, 1 grudnia 2012

Bóg jest Duchem

Słuchaj, Izraelu! Pan jest Bogiem naszym, Pan jedynie! Będziesz tedy miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej siły swojej. Niechaj słowa te, które Ja ci dziś nakazuję, będą w twoim sercu. Będziesz je wpajał w twoich synów i będziesz o nich mówił, przebywając w swoim domu, idąc drogą, kładąc się i wstając. Przywiążesz je jako znak do swojej ręki i będą jako przepaska między twoimi oczyma. Wypiszesz je też na odrzwiach twojego domu i na twoich bramach. 5 Mż 6,4-9

Dziękuję Bogu, że mogę te rzeczy przekazywać trzyletniemu Maciusiowi. W ciągu dnia jest wiele okazji do tego. Ostatnio na przykład Maciuś powiedział mi o tym, że boi się lwów. Nie wiem już skąd wie o ich istnieniu. Ja jednak wysłuchawszy go i zapewniwszy, że ma prawo się bać, opowiedziałem mu historię o Danielu w lwiej jamie o tym, jak Pan Bóg go ochronił i jak wspaniałego mamy Boga. Tak zupełnie naturalnie nie wybierając jakiegoś specjalnego czasu, ani miejsca - akurat siedzieliśmy w samochodzie.

Dziś zaś rozmawialiśmy o Niebie. Też zupełnie naturalnie to wyszło. Bardzo lubi słuchać historii z flanelografem, a ja akurat robiłem w nim porządek. Powiedziałem mu, że ci, którzy kochają Pana Boga będą kiedyś w Niebie. Tam zaś będzie bardzo fajnie, szczególnie dlatego, że będziemy blisko Pana Boga. Zauważyłem, że Maciuś jest jakiś zmieszany i trochę wystraszony. Zapytałem o co chodzi, a on mi powiedział, że on się boi, bo Pan Bóg jest duchem. Kiedyś tłumaczyłem mu, że Pana Boga nie widzimy, bo jest Duchem. Maciuś miał zaś w umyśle pojęcie ducha jako kogoś, kto straszy. Starałem się mu dziś wytłumaczyć, że Pan Bóg nie jest takim duchem i że nie musimy być wystraszeni Bogiem. W końcu Maciuś zaakceptował to, że Bóg jest dobrym Duchem.

Cóż chyba jestem często nieudolnym nauczycielem dla swojego syna. Jestem jednak też uprzywilejowanym tatą, bo mogę nauczać o Panu Bogu swoje dzieci.
Bardzo dziękuję Panu Bogu, że dał mi chłopców, to przy nich mogę uczyć się pokory i delikatności. Choć tak wiele mi jeszcze brakuje.

wtorek, 27 listopada 2012

Dzicięca wiara

Postanowiłem wrócić do pisania bloga. Dlaczego? Chciałbym, żeby chwile, te piękne i smutne czasami, zostały jakoś uwiecznione. Mam się ostatnio bardzo dobrze, jestem po prostu szczęśliwy. Pracuję w szkole w Skoczowie i to sprawia mi wiele radości (ale o tym kiedy indziej)
Chciałbym napisać choć troszkę o moich dwóch małych skarbach, o Maciusiu i Tymusiu. Chciałbym, żeby moi synowie mogli kiedyś przeczytać coś o swoim dzieciństwie.
Tymuś ma teraz prawie 15 miesięcy. Jest bardzo ładnym dzieckiem. Bardzo podobnym do mnie, z zadartym noskiem i lokami. Ostatnio prawie dwa miesiące jest chory i jakoś się mu to utrzymuje. Teraz jest na antybiotyku. Mam nadzieję, że, mu to minie.
Maciuś natomiast ma prawie 3,5 roku. Jest zupełnie do mnie niepodobny, ale i tak wspaniały.
A ja jestem zakochanym w nich tatą.
Niesamowite są te dwa nasze dary, które otrzymaliśmy od Boga. Cieszę się też z tego, że mogę moich chłopców prowadzić do Pana Boga i uczyć o Nim. Czasami mi to nie wychodzi, czasami jestem zaskoczony jego pytaniami.
Widzę jak Maciuś chłonie i naśladuje to, co mu mówimy i robimy. To zaś oznacza dla nas wielką odpowiedzialność, żeby nie być dla niego złym przykładem. Dziś sam bez nas uklęknął koło swojego łóżeczka i zaczął się modlić.
Ja też się sporo uczę - ostatnio przede wszystkim czułości, cierpliwości i okazywania miłości. Widzę, jak bardzo to ważne. To znacznie skuteczniejsze niż twarda dyscyplina.
To zmienia rzeczywistość na lepsze.
Tyle na dziś. Wkrótce napiszę znowu.