środa, 8 grudnia 2010

Żeby być jakimś...

Po wielu tygodniach milczenia postanowiłem coś napisać, a może nawet "reaktywować" bloga. Jesteśmy już w Polsce. Ale chęć wejścia i pogłębienia relacji z innymi, z Wami, którzy czytacie naszego bloga, pcha mnie do pisania. Podobno pogłębić relację można tylko przez samoobjawienie tzn. odkrycie czegoś z siebie i pokazanie tego innym. Cóż, spróbuję.
Od jakiegoś czasu biorę udział w kursie duszpasterskim. To pomaga mi lepiej zrozumieć samego siebie i otaczający świat. Chyba cały czas odkrywam, jak bardzo ważne w naszym życiu są emocje. Niestety wielu chrześcijan stara się je zwalczać. Podobno rozum górą. Czy aby napewno? Czy musimy te dwie płaszczyzny wzajemnie sobie przeciwstawiać? Pan Bóg przecież stworzył nas z naszymi emocjami. One nie są przekleństwem, ale często drogowskazem do odkrycia siebie i Boga. Ot, choćby poczucie wstydu i winy. Czy nie wskazują nam na potrzebę Bożego przebaczenia?
Najgorzej to już chyba jest z uczuciem gniewu, uważanych przez wielu za negatywne i "niechrześcijańskie". Chrześcijanin to powinien być cichy i uległy, bez gniewu znoszący wszystko i wszystkich. Czy aby napewno?
Czy Chrystus, który był w 100% człowiekiem, nie odczuwał gniewu? A co Go pchnęło do tego, żeby wywołać taką sensację i poruszenie w świątyni? Czy wypędzenie kupców nie było w oczach współczesnych aferą? Myślę sobie, że to był odważny mężczyzna (żeby nie powiedzieć facet). A my, czy nie usuwamy tego wizerunku z naszego obrazu Mistrza? Pan Bóg dał nam też uczucie gniewu, żeby on nas chronił. Chociażby przed ludźmi, którzy chcą nam odebrać wolność i nami zawładnąć.
Cóż, ciekawy jestem co o tym myślicie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz