piątek, 10 grudnia 2010

Tęsknota za sobą...

Czy można tęsknić za sobą? Nie wiem, ja jednak ostatnio tęsknię za przestrzenią, w której mógłbym być sobą. Nie księdzem Wiesławem Łyżbickim lub wikariuszem W.Ł. ale po prostu sobą. Praca i służba tak bardzo zdominowała moje życie, że trudno mi odkryć tą inną, normalną przestrzeń. Nawet jak idę po ulicy, to mam wrażenie, że nie idzie WŁ, ale ks. W.Ł., na którym spoczywa odpowiedzialność bycia księdzem, bycia takim, a nie innym. Cóż, to mi ciąży, trochę. Ale to jest bardziej we mnie niż na zewnątrz. Jak odnaleźć się w tym wszystkim. Chyba się duszę. Jestem czasami na przekór temu kim miałbym być zagubiony, człowiekiem o małej wierze. Potrzebuję przestrzeni i społeczności, gdzie mógłbym być sobą to znaczy W.Ł., który też potrzebuje się karmić i brać od innych, osobą, która wcale nie posiada odpowiedzi na wszystkie pytania.
Myślę, że ksiądz jest taką postacią mityczną, wyrazem ludzkich tęsknot za świętością. Ma być inny, bo ludzie tak bardzo pogrążeni są w profanum, że potrzebują ucieleśnienia sacrum. Ale nie ksiądz jest owym ucieleśnieniem sacrum, ale tylko Chrystus. Cóż może ludzie potrzebują pośredników, bo boją się i nie chcą poddać się w zupełności Bogu?
Co Wy o tym myślicie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz