wtorek, 14 grudnia 2010

Dlaczego Wycliffe?

Historia, którą chcę dziś opisać dotyczy tego, w jaki sposób bliżej zainteresowałem się Misją Wycliffa. Cała historia zdarzyła się jeszcze na studiach. Na trzecim roku Pan Bóg bardzo mocno wkroczył w moje życie, wyciągnął mnie z wielkiego bagna, w jakim wtedy byłem (ale o tym kiedy indziej). Wtedy też zastanawiałem się, czy kontynuować w ogóle studia teologiczne. Pan Bóg wlał w moje serce Swój pokój i pewność, że to są rzeczywiście te studia, na których chce żebym został. Wtedy też pojawiło się we mnie przeczucie, że może jednak misja zagraniczna. W pewnym momencie na lodówce w akademiku znalazłem kartkę w języku niemieckim. Coś wewnętrznie mi mówiło, że to jest "coś dla mnie". Nierozumiałem o co chodzi na tej kartce, więc poprosiłem kolegę o przetłumaczenie. To był list modlitewny Misjii Wycliffa.
Dwa lata później pojechałem do Anglii do siedziby tej misji, żeby pracować tam jako wolontariusz. Przpracowałem tam rok. W tym czasie wiele dowiedziałem się o pracy misyjnej. Wziołem udział w kursie orientacyjnym WOW (Window on Wycliffe). Gdzieś głęboko pojawiło się pragnienie pracy tłumaczeniowej. Przez różne doświadczenia Pan Bóg ciągle na nowo przywracał i przywraca pragnienie takiej pracy.
Cóż, teraz jestem w Wiśle, ale to pragnienie nie zniknęło. Jeśli Pan Bóg da chciałbym rozpocząć w przyszłym roku proces aplikacyjny i szkolenia lingwistyczne.
Wierzę, że najlepiej być tam gdzie posyła nas Pan Bóg i robić to, co jest zgodne z Jego wolą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz