wtorek, 31 sierpnia 2010

Koniec wakacji

W Berdiańsku ciągle lato, choć wakacje również i tutaj się kończą. Trwają od 1 czerwca, więc najwyższa na to pora. Kurort powoli pustoszeje, coraz mniej wczasowiczów, a w sklepach półki uginają się pod stosami zeszytów, piórników, ołówków i szkolnych mundurków.

Poza tym życie płynie swoim letnim rytmem. Cieszymy się piękną, słoneczną pogodą. Choć noce już nie są takie ciepłe jak wcześniej, to w ciągu dnia ciągle jest jeszcze około 27 stopni. To dla nas wielka frajda, bo my ogólnie ciepłolubni jesteśmy. Tym goręcej nam się robi na duszy, gdy co rusz docierają do nas wieści o polskim "lecie" z jego mrożącymi krew w żyłach niskimi temperaturami. Oj, będzie nam tego berdiańskiego lata bardzo brakować.
Maciek już dawno wyzdrowiał. Mnie zajęło to nieco więcej czasu, bo uporczywy kaszel towarzyszył mi przez kilka tygodni. Już przestałam kaszleć, ale ciągle jednak jeszcze coś "drapie mnie w gardle". No cóż, może to rzeczywiście ma jakiś związek z naszą domową "uprawą" - wszechobecną pleśnią. Dom jest stary, niepodpiwniczony, więc grzyb wszedł w ściany i mimo ciągłego wietrzenia nie chce odpuścić.
Parafialne życie płynie swoim niedzielno-środowym rytmem. Na niedzielnych zajęciach konfirmacyjnych, odbywających się po nabożeństwie (do konfirmacji przygotowują się dwie panie) Wiesiek prowadzi teraz tematy dotyczące modlitwy "Ojcze nasz". Na temat modlitwy więc zrobiliśmy też kolejną gazetkę ścienną. Ostatnio całą rodziną odwiedziliśmy też jedną z parafianek. To starsza pani, która jeszcze do niedawna była lektorem w tutejszej parafii (prowadziła nabożeństwa pod nieobecność księdza). W lipcu jednak została "zdetronizowana". Długotrwała i ciągle powiększająca się niechęć do niej części parafian oraz różnica zdań dotycząca pewnych spraw parafialnych, która pojawiła się podczas ostatniego zgromadzenia parafialnego między panią lektor a innymi osobami, doprowadziła do ostrego konfliktu. W związku z tym obecnie pani ta nawet nie może przychodzić na nabożeństwa. Chcieliśmy w jakiś sposób ją pocieszyć. Wiesiek poprowadził też nabożeństwo komunijne. Również dla nas jest to trudna sprawa, ale mamy nadzieję, że jakoś się to ułoży. Ale w odwiedzinach u pani lektor było też wesoło, bo Maciek wniósł do tego domu sporo radości swoimi psotami. Otwierał półki, wchodził na krzesła, zaprzyjaźniał się z kotami i dawał psu do zrozumienia, że nie chce mieć z nim nic wspólnego. Taki nasz ruchliwy, wesoły chłopak.
Niestety na dowód tego zdjęć brak, bo aparat nam zastrajkował i odmówił współpracy. Mamy, chyba złudną, nadzieję, że jakoś sam się naprawi albo będziemy musieli poczekać do przyjazdu do Polski.

2 komentarze:

  1. O jak fajnie, że coś nowego napisałaś. Mnie w prawdzie teraz przez długi czas na necie nie było (z wiadomych powodów), ale brakowało mi wieści od Was.
    Cieszę się, że w miarę już wydobrzeliście.
    Dobrze też czytać, że macie taką ciepłą pogodę. Ja lubię tą naszą przedjesienną, więc nie zazdroszczę ;) No ale skoro Wy jesteście ciepłolubni, to niech tak jak najdłużej u Was w Berdiańsku trzyma.
    Wiecie już coś o Waszym powrocie?
    Uściski przesyłam.
    ula

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki Uleńko za komentarz. Na razie jeszcze dokładnie nie wiemy, kiedy wracamy do Polski. Wstępnie jest to planowane w okolicach połowy października.

    OdpowiedzUsuń