wtorek, 20 lipca 2010

Misyjne refleksje

Podczas konferencji misyjnej w lutym spotkaliśmy Michała i Agnieszkę Domagałów. To misjonarze, którzy zajmowali się tłumaczeniem Nowego Testamentu na język chakaski na Syberii. Kiedy mówiliśmy im o naszych planach pracy z Wycliffem, powiedzieli coś, co zapamiętałem: „Macie jeszcze ponad pół roku służby na Ukrainie, doświadczajcie jak najwięcej z życia w obcej kulturze. To dobre przygotowanie do pracy z Wycliffem”. Cóż, my jeszcze nie wiemy, gdzie będziemy pracować w przyszłości, nie znamy ani kraju ani kontynentu. Wierzę jednak, że nasz pobyt na Ukrainie to dobre przygotowanie do przyszłej służby. Doświadczamy bardzo różnych rzeczy i ciągle się czegoś uczymy. Ja na przykład uczę się sporo o sobie – poznaję przede wszystkim moje słabości. Kiedy wyjeżdżałem na Ukrainę, to traktowałem ten wyjazd jako duże wyzwanie. Byłem przekonany, że do tego wyjazdu powołuje mnie Pan Bóg. Mimo to moja postawa nie była „duchowo zdrowa”. Byłem za bardzo przekonany o swoich możliwościach i zdolnościach. Przez różne bardzo przykre doświadczenia Bóg uczy mnie pokory. Dziś widzę różne niebezpieczeństwa, z którymi może wiązać się wyjazd misyjny. Widzę również bardziej wyraźnie swoje ograniczenia, swoją małość. Dalej jestem przekonany, że Bóg powołuje nas do pracy misyjnej w obcej kulturze, dziś jednak nie traktuję tego jak możliwości, żeby sprawdzić swoje siły. Chcę "iść" tylko dlatego, że Bóg mnie do tego powołuje. Boję się też tego wyjazdu - samotności w obcej kulturze, niebezpieczeństw czyhających na życie mojej rodziny, niewiadomych, które kryją się za zakrętem. Dalej jestem jednak przekonany, że najbardziej bezpieczne miejsce jest w centrum Bożej woli, to znaczy tam gdzie powołuje nas Pan Bóg.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz