poniedziałek, 31 maja 2010

Sposób na milicjanta...

Milicji na Ukrainie jest pełno. Często czatują na potencjalną "ofiarę" w najmniej widocznych miejscach. Są zarówno "na trasie", jak i w mieście. Czasami mogą się przyczepić do byle głupoty i często czyhają na najmniejszą pomyłkę kierowcy.

Pamiętam, że kiedyś jechałem w odwiedziny do parafianki i zobaczyłem z daleka na rondzie samochód milicyjny. Oczywiście od razu stałem się bardziej czujny, żeby żadnej pomyłki nie popełnić. Wyjechałem z ronda i milicjant od razu zatrzymał mnie i samochód przede mną. Byłem bardzo zdziwiony, bo nie wydawało mi się, żebym naruszył jakiś przepis. Myliłem się. Milicjant wytłumaczył mi, że na rondzie są specjalne oznaczenia pasów ruchu, a ja przejechałem z jednego pasa na drugi nie w tym miejscu, co trzeba. Na szczęście tym razem mi się upiekło. Byłem w koloratce, a jak się dowiedziałem "świeścienników" (tzn. duchownych) nie karzą mandatami.
Podobne spotkanie miałem również kilka dni temu. Wracałem z odwiedzin od parafian. Byłem już jakieś 200 metrów od domu, kiedy na skrzyżowaniu zatrzymała mnie milicja. Jest ono dość ruchliwe. Światła zepsuły się jakiś czas temu i chyba nikt nie zamierza ich naprawić. Milicjant kierował ruchem na skrzyżowaniu, a obok znajdowała się cała grupa jego kolegów, czekająca na pomyłkę kierowcy. Jego znaki były dla mnie niezrozumiałe, inne niż te w Polsce. Wydaje się, że dla wielu kierowców nie są one zrozumiałe, bo od kilku dni milicja zgarnia swe ofiary. Zrobiłem błąd i zatrzymano mnie. Zostałem zaproszony do wozu milicyjnego, zabrano mi dokumenty i rozpoczęła się rozmowa, która wyglądała mniej więcej tak:
M: Za takie wykroczenie to będzie jakieś 550 hrn (ok. 300 zł).
Ja: Rozumiem
M: A pan, co powie?
Ja: Proszę robić co należy, ja nie znam się na tych procedurach.
M: Bo te 550 hrn, to takie minimum, maksimum to jakieś 650 hrn. To dużo pieniędzy. Ja mówię 550. A pan co powie?

Ja: (Ja doskonale wiedziałem, że milicja zarabia tutaj na łapówkach, ale starałem się nie dać do zrozumienia, że wiem, o co mu chodzi) Ja nie znam się na tych procedurach, proszę robić, co trzeba.
M: To dużo pieniędzy. A co pan powie? Jaka jest pana oferta?
Ja: Tak, dużo, to prawda.
M: No to na benzynę niech pan da, to nie będziemy tego pisać, bo to tak się tutaj robi.
Ja: Dobrze, tylko muszę zajść do domu po pieniądze (w portfelu miałem tylko 100 hrn i wiedziałem, że chodzi im zazwyczaj o jakieś 20 hrn)
M: To kiedy pan będzie?
Ja: Za chwileczkę. Mieszkam na tej ulicy.
M: Dobrze, to proszę się pośpieszyć.

Ja, troszkę zdenerwowany, postanowiłem powalczyć ze skorumpowanym milicjantem. Poszedłem rozmienić pieniądze i zabrałem z domu nasz duży aparat fotograficzny. Z Nikonem w ręku podchodzę do milicjanta, a ten od razu wręcza mi dokumenty i mówi: Proszę jechać i nie łamać na przyszłość przepisów.
Cóż, cała sytuacja rozbawiła mnie bardzo. Bawi do dziś, zwłaszcza, że cały czas jesteśmy narażeni na odgłos gwizdka milicjanta, dobiegający przez otwarte okno naszego mieszkania. Cóż, biedna milicja musi w jakiś sposób na siebie zarobić.

2 komentarze:

  1. Widzisz?! Mówiłem kup Nikona! :)
    Chyba też będę swojego woził ze sobą. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. ha, miałem kiedys tak samo ale z polska policja, policjant spytal sie mnie 6 razy "bedzie mandat, no chyba, ze ma pan jakis inny pomysl" a ja na to, ze mam pomysl, ze np. moze mi udielic pouczenia,
    no i tak do konca udawalam, ze nie rozumiem, w koncu wypisal manadat, z ktorym ja na nastepny dzien poszedlem do komendanta policji w tym miescie mowiac mu, ze moze mnie potraktowac jak wariata, ze nie mam dowodow, ale ze ten pan policjan co ten mandat wystawil, 6 razy powiedzial mi "no chyba, ze ma pan inny pomysl"

    komentand wysluchal i raczej z jego reakcji bylo widac, ze zajmie sie ta sprawa

    natomiast co do lapowek dla lekarzy, to sadze, ze niekiedy trzeba dac, nie ma innego wyjsca po prostu, sam widzialem jak ktos umieral i dopiero lapowka sprawiala, ze lekarz sie nim zajal dzieki czemu ten ktos dzis zyje

    OdpowiedzUsuń