czwartek, 1 kwietnia 2010

Zgorszony czy mądrzejszy?

Sytuacja ludzi na Ukrainie jest trudna. Zarobki są bardzo niskie. Minimalna zapłata wynosi mniej niż 700 hrywien. Wielu ludzi nie zarabia więcej niż wynosi minimalna krajowa. Ceny artykułów spożywczych nie różnią się zaś tak bardzo od tych w Polsce. Ludzie odczuwają biedę. Ona zaś wpływa na wszystkich niszcząco. Dlaczego to piszę?
Jestem po konferencji pastorskiej w Odessie. Znów dowiedziałem się bardzo przykrych rzeczy o niektórych ludziach służących w Kościele. W zasadzie cały czas się z tym spotykam. Zetknąłem się już tutaj niejeden raz z osobami, które z jednej strony były bardzo aktywne na płaszczyźnie parafialnej, z drugiej wykorzystywały parafię do swoich osobistych celów, przede wszystkim materialnych. Mnie bardzo bolą takie odkrycia dotyczące konkretnych osób. Zazwyczaj bowiem są to osoby bardzo miłe, uprzejme, uczynne – to zaś zachęca, żebym obdarzył je zaufaniem. Niestety taka uprzejmość okazuje się tylko pozorną, fałszywą, instrumentalną. Kiedy spotykam się z różnymi malwersacjami finansowymi ze strony osób służących w Kościele, to czuję się często zgorszony i oszukany. Tutaj na Ukrainie chyba całkowicie przestałem ufać ludziom.
Dodatkowym czynnikiem, oprócz biedy, który sprzyja takim przypadkom, jest charakter i historia powstania (a raczej odrodzenia się) tego Kościoła. Ma on bowiem korzenie i charakter niemiecki. Owa niemieckość jest wpisana również w oficjalną nazwę Kościoła. Parafie są wspierane przez partnerski Kościół luterański Bawarii. Wiele parafii powstało na bazie niemieckich towarzystw kulturowych. W początkowym etapie parafie były wręcz zasypywane pomocą humanitarną z Zachodu. To przyciągało ludzi. Wielu stało się członkami parafii tylko po to, żeby zdobyć jakąś pomoc i korzyści finansowe. Wielu parafian do dziś postrzega parafię jako źródło korzyści materialnych.
To bardzo obszerny temat, do którego z pewnością jeszcze wrócę. Patrząc jednak na niektóre sytuacje w niedawnej historii luterańskich parafii w Polsce i na obecne wydarzenia dochodzę do wniosku, że wcale nie różnimy się tak bardzo od naszych sąsiadów ze Wschodu. Ilość aktywnych osób w naszych parafiach w Polsce też rósł, kiedy przychodziły dary z Zachodu. Mimo że nasza sytuacja zmieniła się, to ciągle często jeszcze wyciągamy ręce z prośbą do naszych partnerów z zagranicy, zastanawiamy się, co możemy otrzymać, a nie co możemy podarować. Często myślimy o sobie jako o osobach (i parafiach) biednych zdanych na pomoc innych.
Cóż, chyba ten problem dotyczy każdego z nas z osobna, dlatego nie pozostaje mi nic tylko zawołać: Panie zmiłuj się nad nami grzesznymi!

2 komentarze:

  1. Dziś rano rozmawiałem z jednym z naszych przyjaciół, który zwrócił mi uwagę na jednostronność i niezbyt wyważoną formę postu "Zgorszony czy mądrzejszy", w którym odnosiłem się do problemów Kościoła NELKU. Przyznam, że post ten był jednostronny, generalizujący i dość emocjonalny. Jeśli kogoś w ten sposób uraziłem, to przepraszam.
    Nie chciałem powiedzieć, że wszyscy na Ukrainie są tacy. Nie wszyscy ludzie, którzy są aktywni w Kościele, mają w tym swój interes. Spotkałem tutaj wiele osób oddanych Chrystusowi i Kościołowi.
    Post ten nie opierał się na plotkach czy pomówieniach, ale na konkretnych faktach. Nie chciałem również osądzać, ale wyrazić swój ból, a może i zgorszenie. Myślę, że problemy, o których napisałem, dotyczą nie tylko Kościoła, w którym teraz pracuję. One dotyczą również nas, polskich luteran. Sam uświadamiam sobie często moje interesowne podejście do przyjaciół z zachodu.
    Nadal wierzę, że Kościół to ciało Chrystusa i Oblubienica, którą obmył i uświęcił Swoją krwią. Kościół jednak składa się z grzeszników, którzy winni iść drogą uświęcenia. Każdy z nas (ja też!!!) powinien uświadamiać sobie swój grzech, wyznawać go i z Bożą pomocą poprawiać swoje życie. To samo dotyczy Kościoła jako wspólnoty.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie odnosiłem się też do żadnego duchownego NELKU!!!

    OdpowiedzUsuń