piątek, 16 kwietnia 2010

Pogrzeb na Ukrainie

W Polsce w ostatnim tygodniu wiele się pisze (i na pewno dyskutuje) o pochówku zmarłych i pogrzebie. Pozwólcie, że i ja napiszę, jak to wygląda na wschodniej Ukrainie. Prowadziłem tutaj tylko dwa pogrzeby, na szczęście - bo pogrzeb nigdy nie jest czymś przyjemnym. To jednak daje mi jakiś obraz i porównanie z polskimi tradycjami.

O tym, że gdzieś odbywa się pogrzeb, świadczy tłum zebrany przed domem lub blokiem mieszkalnym. Pogrzeb, nawet w mieście, odbywa się przy otwartej trumnie. Ostatnio widziałem pochód honorowy po mieście z otwartą trumną pewnej prominentnej osoby.

Cmentarze są położone w oddaleniu od miasta. Przy każdym grobie znajduje się zazwyczaj ławeczka i stolik. Przy nich właśnie co roku odbywa się wspominanie zmarłych.
Pamiętam pierwszy pogrzeb, który prowadziłem na Ukrainie. Byłem wtedy ze swoim mentorem - starszym pastorem luterańskim. Ze względu na to, że rodzina zmarłej była w większości prawosławna, pogrzeb łączył tradycje prawosławne z luterańskimi. Na początku ziemia, na której miało spocząć ciało zmarłego, była poświęcona święconą wodą. Trumnę zamykano na cmentarzu. Wcześniej jednak miało miejsce "zapieczętowanie", czyli posypanie ciała zmarłej ziemią. Niestety pogrzeb na cmentarzu był zakłócony przez warczącą koparkę, która miała za zadanie zasypanie mogiły od razu po włożeniu trumny, jeszcze gdy wszyscy byli obecni. Na koniec na cmentarzu zostaliśmy wszyscy poczęstowani chlebem, zaś przy grobie zostawiono później poczęstunek (dla zmarłego lub duchów).
Pamiętam rozmowę z jedną osobą obecną na pogrzebie, która wyraziła troskę i strach - "tylko żeby cała uroczystość odbyła się tak jak powinna, żeby nie zaszkodzić zmarłej". Uświadomiłem sobie, że niektórzy ludzie postrzegają pogrzeb jako czynność magiczną, która może wpłynąć na sytuację zmarłego. Prawidłowy przebieg ceremonii miałby polepszyć jego los, niedopełnienie zaś jakiejś czynności miałby sytuację pogorszyć.
Po pogrzebie miała miejsce stypa z kilkoma obowiązkowymi daniami (np. ryżem z rodzynkami, jajkiem, alkoholem). Podobno zaraz w następnym dniu rodzina spotyka się, żeby spożyć wspólnie posiłek przy świeżej mogile. Spotkań, na których wspomina się zmarłego jest więcej.
Z pogrzebem wiąże się tutaj wiele tradycji. Niektóre z nich na pewno sięgają jeszcze czasów pogańskich. Dla mnie były one ciekawe. Jako osobie, która prowadziła tutaj pogrzeby na pewno przeszkadzało jednak to, że nie zachowywano stosownej powagi (warcząca za uchem koparka, rozmowy, telefony).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz