poniedziałek, 15 marca 2010

Powszechny strach przed zdradą

Wczoraj w Zaporożu na nabożeństwie była nas tylko garstka - kilka starszych kobiet. Kazanie było oparte o tekst z 2 Kor 1,3-7, który z jednej strony mówi o cierpieniu, a z drugiej o pocieszeniu. Po nabożeństwie zadałem jeszcze ludziom kilka pytań dotyczących powyższego tematu - tak w ramach spotkania biblijnego. Wywiązała się bardzo ciekawa dyskusja. Zastanawialiśmy się nad tym, jak radzić sobie z cierpieniem w swoim życiu. Jedna z kobiet opowiedziała, jak ona i wielu ludzi na Ukrainie radzi sobie z trudnymi doświadczeniami. Mówiła, że ludzie przez wiele lat żyli w takich warunkach, że nawet przyjaciele jeden na drugiego donosili do partii. Trudno było zatem komukolwiek zaufać i powiedzieć o swoich problemach. Żeby jednak nie dusić goryczy i frustracji w sobie, ludzie znaleźli inne rozwiązanie. Bardzo łatwo nawiązywali głębokie kontakty z nieznajomymi, z którymi wspólnie podróżowali na przykład w pociągu. W przedziale mogli zwierzyć się innym podróżnym i w ten sposób ciężar, który na co dzień nieśli, stawał się lżejszy. Było to o tyle bezpieczne, że później podróżni rozchodzili się każdy w swoim kierunku i zazwyczaj już więcej się nie spotkali. W ten sposób radzono sobie ze strachem przed zdradą.
To, co usłyszałem, zgadza się również z moimi obserwacjami. Po pierwsze, ludzie na Ukrainie są raczej skryci i nie mówią o trudnych sprawach. Mam wrażenie, że boją się, iż to, co powiedzą, zostanie wykorzystane przeciw nim. Po drugie, w pociągu zazwyczaj dość łatwo nawiązać kontakt z innymi podróżnymi.
To smutne, taki powszechny społeczny strach, konsekwencja bardzo długiego okresu zniewolenia przez komunistyczny system.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz