sobota, 16 stycznia 2010

Ten, który mówi: "Kocham cię"


Już od progu dało się słyszeć śmiechy, krzyki, nawoływania, tupot biegających nóg. Dzieci. Niewątpliwie w ośrodku "Quo vadis?", prowadzonym przez Caritas, mają swoje miejsce i dobrze się tu czują. A dziś to był dla nich wyjątkowy dzień, dzień występów, na który zapewne długo się przygotowywały. Wchodząc do sali upewniliśmy się, że czeka nas mała teatralno-muzyczna uczta, która przeniesie nas znowu w czasy narodzin Pana Jezusa. Maria, Józef, stajenka, żłóbek z dzieciątkiem, pastuszkowie, mędrcy, aniołowie - wszystko było tak, jak należy. Ale nawet ptaszki, palma czy choinka odegrały rolę w bożonarodzeniowej historii. Dzieciaki deklamowały wiersze, śpiewały polskie kolędy po rosyjsku. Niektórym udzieliła się trema, ale każdy miał rolę i swój udział w tym pięknym przedstawieniu.

Po przemowach, programie, oklaskach przyszedł w końcu czas na długo oczekiwane prezenty. Wjeżdżającym do sali trzem wielkim pudłom wypełnionym kolorowymi paczkami towarzyszył szmer podekscytowania. Dzieci kolejno podchodziły po pudełka przygotowane dla nich przez polskie rodziny, przez polskie dzieciaki. Na koniec czekał wszystkich jeszcze drobny słodki poczęstunek i rozeszliśmy się każdy w swoją stronę.
Długo zastanawiałam się, czy te dzieciaki różnią się w jakiś sposób od swoich kolegów ze szkoły. Albo raczej czy widać to po nich, że się różnią, że mają mniej niż inni, że ich dzieciństwo jest w jakiś sposób napiętnowane. Patrząc dziś na nie trudno było mi uwierzyć, że większość z nich na co dzień marzy o tym, żeby mieć ojca, własne łóżko i nie być głodnym. Dziś były radosne, dumne, przełamujące tremę, nieśmiałość, wstyd. Dziś chciały, żeby rodzice byli z nich dumni, żeby zobaczyli, jacy są zdolni, ile potrafią. Tak przynajmniej mi się wydaje. Zobaczyłam wielki potencjał, który, mam nadzieję, dzięki pracy tego ośrodka, nie zostanie całkiem zaprzepaszczony i zdławiony.
Zerkałam też ukradkiem na rodziców. Na niektórych twarzach od razu malowały się "kłopoty". Sporo zgromadzonych osób wyglądało jednak, jak to się mówi, całkiem normalnie. Gdy ksiądz Zdzisław, służący w tutejszej parafii katolickiej, chwalił dzieci za piękny występ i zachęcał rodziców do tego, by mówili swoim pociechom, że ich kochają, zastanawiałam się, jak często słyszą one słowa: "Kocham cię". Mam nadzieję, że  poprzez dzisiejsze spotkanie i te skromne przecież prezenty zrozumiały, że chcemy im powiedzieć: "Kocham cię". A nade wszystko, że jest ktoś, kto każdego dnia tysiąckrotnie chce im powiedzieć: "Kocham cię, Sasza, Ola, Masza, Tania, Maksim, Wicia...". Tym kimś jest ten, który narodził się w Betlejem, Pan i Król, Jezus Chrystus.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz