niedziela, 27 grudnia 2009

Wigilia 2009


Święta już za nami, ale ja chciałbym opisać, jak wyglądała u nas Wigilia. W czwartek wstaliśmy wczesnym rankiem, żeby zabrać się do końcowych przygotowań. Ja pobiegłem zrobić zakupy. Potem przygotowywaliśmy jeszcze świąteczne potrawy. W ostatnim momencie zdecydowałem się zrobić makówki. Było ich sporo, więc dużą porcję wziąłem po południu na parafię.
Wczesnym popołudniem udałem się jeszcze na spotkanie z Arturem. Wspólnie przygotowaliśmy nabożeństwo. Później stworzyłem jeszcze gazetkę ścienną. O 16:00 rozpoczęło się uroczyste nabożeństwo wigilijne. Sala była właściwie wypełniona. Było 26 osób. Przyszli nawet ludzie, których wcześniej nie spotkałem. Było kilkoro dzieci. Zostały zaproszone, bo po nabożeństwie rozdawaliśmy niewielkie prezenty. Najmłodsi dali później popis tego, co nauczyli się w szkole - były śpiewy, gra na instrumencie, recytacja. Było bardzo uroczyście. Szkoda, że wielu z tych, którzy przyszli, nie chodzi regularnie do kościoła. Po nabożeństwie udaliśmy się na wspólną kolację. My mogliśmy się pochwalić polskimi tradycjami. Przynieśliśmy opłatki, drobne ciasteczka, makówki, sałatkę jarzynową. Wspólny posiłek był jak zwykle czasem rozmów.
Po zakończeniu tego spotkania ok. 19:00 wróciliśmy do domu. Mieliśmy jeszcze sporo pracy i ostatnich przygotowań. Ok. 21:00 wyprawiliśmy Maciusia spać i sami zasiedliśmy do stołu wigilijnego. To była nasza pierwsza samodzielna wigilia. Nie obyło się bez małych wpadek - mocno przepieprzyłem (dosłownie) barszcz. Było bardzo miło, tak naturalnie. Po kolacji otworzyliśmy prezenty. Były piękne, trafione. Najbardziej ucieszyły mnie gry, które dostałem od żony - Totem i Dżanga. Już dwa dni później mogliśmy je wykorzystać na spotkaniu z Żaną i Nataszą. Tak właśnie minął nam ten wigilijny dzień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz