piątek, 27 listopada 2009

Chorobowo...

Obudziłem się dziś w nocy i stwierdziłem, że mi się w głowie kręci. To straszne uczucie. A ja nic nie piłem! Pomyślałem, że to od kręgosłupa. Męczę się tak już cały dzień. Zadzwoniłem do masażysty z prośbą o zabieg. Przyszła terapeutka. Stwierdziła, że z kręgosłupem jest raczej wszystko ok. Sam już nie wiem, co to mi jest. Mam nadzieję, że to kręcenie minie i nie będę się musiał męczyć więcej. Odwołałem wyjazd do Zaporoża. Nie chciałem tego robić, bo umówiłem się już z dwoma paniami na odwiedziny. Cóż, stwierdziłem jednak, że nie chcę tam jechać w takim stanie.
Moja żonka wyżywa się teraz artystycznie - robi wieniec adwentowy. Ma talent i chęci dziewczyna. Nasz maluszek leży sobie obok i bawi się. Jakiś czas temu wyszedł mu pierwszy ząbek. Pozostałe też się chyba przeżynają. On bardzo się ślini i nie chce spać.
20 gazetek parafialnych wydrukowanych i poskładanych. Pozostałe wydrukuję, gdy pojadę do Zaporoża. Skończył mi się zresztą tusz. Fajnie, że cartridge można napełnić za ok. 5 zł każdy. Ciężko byłoby bez drukarki.
Na parafii były ostatnio wielkie porządki - już przedświąteczne. Ciekawe jest to, że choinkę stroją już na pierwszą niedzielę Adwentu. Wtedy też po nabożeństwie zaczynają śpiewać sobie kolędy. Jakoś szybko, ale stwierdziłem, że nie będę walczył z tą tradycją. Będąc na misji w innej rzeczywistości często zastanawiam się, jak odnieść się do lokalnych zwyczajów. One są bardzo różne i część z nich mi się nie podoba. Przykładem może być zapalanie małych świeczek w kaplicy. Niby jest to dla lokalnych luteran symbol modlitwy, ale za umarłych też zapalają. Dużą cześć oddaje się też Marii. Będąc w różnych kościołach luterańskich widziałem obrazy Marii, czy wręcz ikony. Ostatnio na nabożeństwie w Berdiańsku zaproszona solistka zaśpiewała "Ave Maria" (to co ma śpiewać było wcześniej ustalone, tylko nie ze mną) .To jest dla mnie czymś obcym. W Polsce takie rzeczy są nie do pomyślenia. W takich momentach zastanawiam się, co mam zrobić. Walka z tymi rzeczami i burzenie takich tradycji często prowadzi do konfliktów. Niestety często nawet małe zmiany, które chcę wprowadzić, są odczytywane jako przejaw burzenia całości tradycji. Jeśli zaczynam walczyć z tradycją, to zrażam do siebie tych, którzy są do niej przywiązani. To zaś prowadzi do zamknięcia drzwi na wiele dobrych rzeczy, jak na przykład duszpasterstwo i głoszone Słowo Boże. Walcząc (a może zmieniając) z pewnymi tradycjami, które są ważne dla tych ludzi, prowadzę do tego, że ludzie zamykają uszy na głoszone przeze mnie Słowo. Często też po czasie zauważam, że nie miałem racji w danej sprawie lub że ta druga strona też tę rację miała. Myślę, że przez różne doświadczenia ostatnich miesięcy nauczyłem się ostrożności Staram się też być pokorny. Z drugiej strony często nie mogę i chyba nie powinienem pewnych rzeczy spokojnie znosić. Dlatego modlę się o mądrość, pokorę i odwagę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz