sobota, 7 listopada 2009

Listopadowa refleksja (cz. II)

Kolejnym wydarzeniem, które zmusiło mnie do refleksji o przemijaniu był pogrzeb, który prowadziłem 3 lipca. Żegnaliśmy wtedy panią Ludmiłę. Miała ona 65 lat, była notariuszem, osobą bardzo zasłużoną dla parafii. Znała zawiłości prawa ukraińskiego i użyła tej wiedzy, przyczyniając się do odzyskania przez luteran w Berdiańsku budynków kościelnych. Pamiętam jej wypowiedzi na ostatnim Zgromadzeniu Parafialnym. Miała duże poczucie sprawiedliwości i umiała wyrazić swoje odczucia bez względu na to, że większość myślała inaczej. Ta cecha bardzo mi się spodobała. Poczucie sprawiedliwości i odwaga. Osoba ta została wiosną wybrana przez Zgromadzenie Parafialne do Synodu Kościoła. Pamiętam, jak umawialiśmy się, że pojedziemy razem na następny Synod.
Jej śmierć była dla nas totalnym szokiem. Ja w tym okresie przeżywałem jedne z najbardziej radosnych i szczęśliwych chwil mojego życia. Był to akurat dzień po narodzinach naszego syneczka. Mimo szczęścia i w moim życiu osobistym wcześniej już pojawił się cień smutku i zmartwienia. Dowiedzieliśmy się, że mój ojciec ma chorobę nowotworową (o tym w innym poście).
Myśląc o przeżyciach tamtych dni przypominają mi się słowa Kaznodziei: Wszystko ma swój czas i każda sprawa pod niebem ma swoją porę: Jest czas rodzenia i czas umierania (Kaz 3,1-2).
Troszkę trudno było mi przeżywać w krótkim czasie radość i smutek. Śmierć Ludmiły pokazała mi, że możemy planować, ale i tak jesteśmy ulotnym pyłkiem, który dziś jest, ale nie wie, co będzie jutro.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz