piątek, 6 listopada 2009

Do drzwi puka Chrystus…

Po tym poznaliśmy miłość, że On za nas oddał życie swoje; i my winniśmy życie oddawać za braci. Jeśli zaś ktoś posiada dobra tego świata, a widzi brata w potrzebie i zamyka przed nim serce swoje, jakże w nim może mieszkać miłość Boża? Dzieci, miłujmy nie słowem ani językiem, lecz czynem i prawdą.

Dwa dni temu do naszych drzwi zapukała pewna pani z dzieckiem. Prosiła o coś do jedzenia dla jej małego, może pięcioletniego dziecka, i dla niej samej. Prosiła o chleb i coś do niego. Okazało się, że my nie byliśmy przygotowani na taką okoliczność. Akurat nie było już chleba, sera ani żadnej wędliny. Jedyne czym mogliśmy ich obdarować to tabliczka czekolady i dwie pomarańcze. Pani spytała jeszcze, czy mamy jakieś obuwie, które moglibyśmy jej dać. Na dworze akurat była straszna plucha, wszędzie pełno wody, a kobieta na nogach miała stare zniszczone adidasy. My nie mogliśmy zaradzić i tej potrzebie. Cóż, byliśmy nieprzygotowani. Mamy nadzieję, że ktoś inny, może jakiś sąsiad pomógł tej nieznajomej i jej dziecku. Nie wiem, kim była i dlaczego znalazła się w takim położeniu. Nie chciała pieniędzy, tylko kawałek chleba i buty. Obraz tej dwójki nie daje mi spokoju. Zastanawiam się, w jaki sposób nasza mała parafia może pomóc takim osobom.
Opiszę jeszcze jeden przypadek, który dotyczy naszego parafianina. Człowiek ten jest po poważnej operacji onkologicznej. Na szczęście okazało się, że to nie nowotwór złośliwy. Jego rany jeszcze się do końca nie zagoiły, ale on już musi działać na pełnych obrotach. Jego 87-letnia matka miała wylew do mózgu i jej sytuacja jest bardzo poważna. Byłem u niej, żeby się o nią pomodlić. To, co zobaczyłem i usłyszałem, było straszne. Leżała już jakiś czas i na jej ciele zrobiły się odleżyny. W zasadzie nie było warunków, żeby ją pielęgnować, brak dobrego łóżka, opatrunków antyodleżynowych. Nasz parafianin musiał zapomnieć o własnej chorobie i zająć się swoją matką. Był już bardzo zmęczony. Ja sam zaś nie wiedziałem, jak mu pomóc.
Na ostatnim Synodzie naszego Kościoła (NELCU) tematem przewodnim była diakonia. Ostatnio Bóg zaczyna nam otwierać oczy na biedę, która tutaj panuje. Potrzeby są ogromne. Czujemy się przytłoczeni słysząc o różnych przejawach ubóstwa materialnego, moralnego i duchowego. Wierzymy, że Bóg nie chce, żebyśmy przeszli obok tych różnych potrzeb obojętnie. Zastanawiamy się tylko, co możemy zrobić, żeby rzeczywistość wokół nas zaczęła się zmieniać. Chrystus puka do naszych drzwi, a w uszach coraz głośniej brzmią słowa: Zaprawdę powiadam wam, cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych moich braci, mnie uczyniliście (Mt 25,20). Proszę módlcie się o to, żeby nasza parafia i my sami nie zamykaliśmy uszu na to pukanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz