wtorek, 10 listopada 2009

Boleśnie proste marzenia


W ubiegły piątek odwiedziliśmy berdiański Caritas. Chcielibyśmy, żeby również tam dotarły paczki z akcji "Prezent pod choinkę" (więcej o akcji na www.prezent.cme.org.pl). To był główny powód naszej wizyty. Zresztą Wiesiek jeszcze nie miał okazji zobaczyć tego ośrodka, więc tym chętniej tam pojechaliśmy. Caritas prowadzi tu stację diakonijną "Quo vadis?", w której obecnie mieści się noclegownia oraz coś na kształt przedszkola i świetlicy środowiskowej. W tej chwili opieką objętych jest ok. 35 dzieciaków w wieku od 3 do nawet 19 lat. Większość pochodzi z niepełnych rodzin naznaczonych różnymi patologiami. Ośrodek jest otwarty dla dzieci od rana do godziny 17.00 od poniedziałku do piątku. Młodsza grupa (3-6 lat) przebywa tam przez cały dzień. Mają różnorodne zajęcia, otrzymują posiłki, jeśli zachodzi potrzeba (a często tak bywa) są też kąpane. Starsze dzieci i młodzież przychodzi tam przed i po szkole. Dla nich również stworzono ciekawą ofertę zajęć sportowych, muzycznych, innych.
Z siostrą Agnieszką, Polką, szefową tego ośrodka spotkaliśmy się w styczniu przy okazji wprowadzenia Wieśka do parafii. Tłumaczyła wtedy jego kazanie. Ja spotkałam się z nią ponownie dzięki temu, że pomagała mi znaleźć dobrego lekarza i wtedy odwiedziłam "Quo vadis?". Na mnie więc wizyta i rozmowa z s. Agnieszką nie wywarła aż takiego wrażenia, jak na Wieśku. On historie z życia dzieciaków z ośrodka i innych "przypadków", z jakimi spotyka się siostra Agnieszka słyszał po raz pierwszy. Ja mniej więcej wiedziałam, czego mogę się spodziewać. Jednakże oboje wyszliśmy stamtąd z nienajlepszymi nastrojami i z ciężkim sercem.
Najbardziej chyba z tego spotkania zapamiętałam opowieść o marzeniach. S. Agnieszka prowadziła jakieś zajęcia z dzieciakami w Polsce i zapytała o ich marzenia. Dzieci wymieniały różne rzeczy, jej nieco włos się zjeżył na głowie, były tak inne od marzeń "jej" dzieciaków. Dzieci z "Quo vadis?" marzą przede wszystkim o trzech sprawach: żeby mieć ojca (prawie wszystkie rodziny są go pozbawione), żeby mieć własne łóżko (bardzo często śpią po kilka w jednym łóżku, a starsze dzieci na podłodze) i żeby nie być głodnym. Zakonnica mówiła , że niektóre gdy przychodzą do nich w poniedziałek po weekendzie, to wyjadają jedzenie zwierzętom, tak są głodne.
To spotkanie jest kolejnym impulsem dla nas. Zastanawiamy się, jak moglibyśmy pomagać w tym oceanie biedy - materialnej, ale też duchowej. Ciągle "prześladuje" mnie słowo z 1 Listu Jana, który ostatnio wspólnie z Wieśkiem czytaliśmy: Jeśli ktoś ma dobra tego świata i widzi swojego brata w potrzebie, a zamknąłby przed nim serce swoje, to jak może przebywać w nim miłość Boga? Dzieci, nie miłujmy słowem ani językiem, lecz czynem i prawdą (1 J 3,17-18). Modlimy się o odpowiedź na to pytanie.

1 komentarz:

  1. "(...) Dzieci, nie miłujmy słowem ani językiem, lecz czynem i prawdą"
    Mocne te słowa! "Wasza" Ukraina ciągle mnie zaskakuje niezwykłymi kontrastami! Z jednej strony niezwykłe rzeczy in plus (opieka med.) z drugiej coś takiego...
    Tak naprawdę jednak te dwa kraje są do siebie podobne...
    Pytanie tylko co my sami chcemy zobaczyć...

    OdpowiedzUsuń