poniedziałek, 26 października 2009

nie troszczcie się o nic...

Nie troszczcie się więc o dzień jutrzejszy, gdyż dzień jutrzejszy będzie miał własne troski. Dosyć ma dzień swego utrapienia. Mt 6,34
Dziś postanowiłem wrócić do wydarzeń, które miały miejsce jakieś 2 tygodnie temu (a może i wcześniej). Jak wiecie, byliśmy ostatnio w Polsce. Miałem mieć kurs duszpasterski. Chcieliśmy wykorzystać nasz urlop i w tym czasie zrobić potrzebne badania lekarskie Maciusia, spędzić troszkę czasu z bliskimi oraz ochrzcić naszego syna. Długo zastanawialiśmy się, jak będzie wyglądać ta podróż. Największe nasze obawy dotyczyły drogi powrotnej na Ukrainę. Z Berdiańska do Ustronia jest jakieś 1700 km. Jedyny tani lot z Katowic do Kijowa przylatuje na miejsce ok. 23:30. Sprawdzając w Berdiańsku połączenia kolejowe z Kijowa, otrzymaliśmy informację, że pierwszy pociąg wyjeżdża dopiero ok. 16:00 następnego dnia. O tej porze nie było już żadnego autobusu. To zaś oznaczało, że musimy przeczekać noc i połowę następnego dnia na lotnisku lub dworcu kolejowym. Zastanawialiśmy się przede wszystkim jak wytrzyma to nasz syn. Podróż w takim układzie trwałaby ok. 40 godzin (do Zaporoża pociągiem, a potem jeszcze do Berdiańska ok. 3 godziny autobusem). Nie umieliśmy sobie tego wyobrazić. Długo się o to modliliśmy. Mimo różnych obaw wiedzieliśmy, że Bóg się o nas troszczy. Wyruszyliśmy do Polski.
Już w Kijowie, jeszcze przed wylotem do Katowic, okazało się, że możemy wracać rannym pociągiem do Dniepropietrowska (to jakieś 290 od Berdiańska). To był już dla nas pierwszy dowód wysłuchanych modlitw.
W drodze powrotnej mieliśmy doświadczyć jeszcze niejednego dowodu Bożego prowadzenia. Po południu 14. października wyjechaliśmy samochodem do Pyrzowic. Polska żegnała nas "śniegowo". Z powodu złych warunków samolot miał ponad godzinne spóźnienie. My jednak siedzieliśmy sobie już wygodnie w samolocie i czekaliśmy w ciepełku na wylot. Po przylocie do Kijowa, udaliśmy się autobusem na dworzec kolejowy, aby tam przeczekać do rana. Tutaj pozwolę sobie na małą dygresję i opiszę udogodnienia, które można spotkać na ukraińskich dworcach. Są tutaj na przykład sale o podwyższonym komforcie, gdzie za niewielką opłatą można się wygodnie rozłożyć na sofie. Są również sale dla rodziców z dziećmi. My właśnie na taką trafiliśmy. Tam również były miękkie i wygodnie sofy do siedzenia. Nasza trójka mogła przeczekać do rana w całkiem dobrych warunkach. Troszkę się przy okazji zdrzemnęliśmy.
O 7:00 wyjeżdżał ekspres z miejscami do siedzenia. Mieliśmy bilety na drugą klasę. A jednak... i tu właśnie zobaczyliśmy kolejny dowód Bożej troski, konduktor, widząc Natalię z małym dzieckiem na rękach, zaproponował nam bezpłatnie zmianę miejsca na pierwszą klasę. Do naszej dyspozycji była cała kuszetka, gdzie mogliśmy się położyć i spokojnie pospać.
Przed nami była jeszcze potem 7-godzinna podróż autobusem z Dniepropietrowska do Berdiańska. Kiedy dotarliśmy na miejsce byliśmy bardzo zmęczeni. Nie wyobrażam sobie co by było, gdyby całą drogę z Kijowa (ok. 13 godzin) musielibyśmy siedzieć z dzieckiem na rękach. To byłaby katorga.
Bóg jednak oszczędził nam tego. Zaopiekował się nami. Wróciliśmy cali i zdrowi do domu. To dla nas jeszcze jedna lekcja, że warto ufać Panu Bogu i być mu posłusznym.

4 komentarze:

  1. Pozdrowienia dla Ciebie, Natalii i Maćka od całej grupy z Łodzi. Oby Bóg nadal był z Wami! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Niesamowita historia! Jesteście wielcy! :) Pozdrowienia dla Natki i malucha! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. To nie my jesteśmy wielcy. To Pan Bóg jest wspaniały. Chwała Mu za to!

    OdpowiedzUsuń
  4. A wy przy nim, że potraficie mu tak zaufać! RESPECT!;)

    OdpowiedzUsuń