wtorek, 27 października 2009

Taki zwykły dzień

- Napiszesz coś jutro na bloga? - pyta mąż.
- Pomyślę o tym jutro...
(...)
- Napiszesz coś dzisiaj na bloga? - znowu mąż.
Wstaję, a raczej w końcu zwlekam się z łóżka i marzę o kawie, która postawiłaby mnie na nogi. To była ciężka noc. Maciek jakoś zbyt często się budził, moim zdaniem. Zastanawiam się, dlaczego tak się dzieje i co zrobić, żeby to zmienić. Znów przydałaby się mądrość "z góry". Rano majster przyszedł naprawić cieknący kaloryfer, w końcu. Przypominam sobie, że dziś odwiedzi nas Żana. Postanawiam więc doprowadzić dom do ładu i przelatuję z odkurzaczem przez mieszkanie. W takich momentach tęsknię za kawalerką, w której mieszkaliśmy po przyjeździe tutaj. W głowie ciągle brzmi pytanie męża: "Napiszesz..." Mąż popędził na parafię na kancelaryjny dyżur (nasze mieszkanie nie znajduje się na parafii, tylko jest od niej oddalone o jakieś 15 min. piechotą). Ja po raz kolejny karmię Maćka, i karmię, i karmię. Nie chce spać do południa, więc w końcu wychodzimy na dwór, na spacer. Maciek już ubrany i gotowy do wyjścia. Wyciągam wózek przed dom. A niech to, z jednego z kół wózka znów "kapeć". Nici ze spaceru. Wszystko na co możemy sobie pozwolić to wietrzenie się na podwórku. Maćkowi to właściwie nie robi większej różnicy, po jakimś czasie zasypia, ale ja "przymarzam" do ławki. Jest ok. 10 stopni i niezbyt przyjemny wiatr, choć słońce wyziera zza chmur, tak jak wczoraj. Jesień najwyraźniej zawitała do Berdiańska na dobre. Dzwoni mąż: "Będę wcześniej, z Żaną. A co z obiadem?". Maciek łaskawie akurat się budzi. Wrzucam obiad do piekarnika, a w międzyczasie karmię głodnego synka. Zasypia. Przychodzi Wiesiek z Żaną, naszą 100-procentową młodzieżą parafialną. To bardzo fajna dziewczyna, która czasem wpada do nas pogadać, pograć w gry. Powoli, choć systematycznie zdobywamy jej zaufanie. O dziwo Maciek śpi i śpi, a nam udaje się zagrać w pociągi i w 'katana'. W końcu syn się budzi. Dopomina się o towarzyszenie mu w zabawie. Gimnastyka, masaż, kąpiel, jedzenie, jedzenie, jedzenie, zwykłe wieczorne procedury... W końcu zasypia.
- Napiszesz coś na bloga? - pada pytanie po raz kolejny, a ja się zastanawiam co. W końcu to był zwykły dzień, nic specjalnego się nie wydarzyło, choć w każdym z takich dni potrzebuję mądrości z góry.

4 komentarze:

  1. przeczytalam juz Wasz caly blog:) jestescie swietni, wiecie juz to czy nie? 3majcie sie cieplo w Bierdiansku - u mnie codziennie ok.24 st- czyli dla mnie pelnia lata a tu koniec kalendarzowej zimy:)))))

    Let the Lord keep you safe:)
    zena

    OdpowiedzUsuń
  2. No Natalko :) Przecież takie zwykłe dni są piękne. Cieszę się, że właśnie takim dniem się podzieliłaś.
    Dobrze, że założyliście tego bloga.
    Niech Was Pan Bóg prowadzi.
    Pozdrawiam serdecznie
    u

    OdpowiedzUsuń
  3. Zena, dzięki za ciepłe słowa
    Ula, ech, widzisz, a mnie czasem brakuje takich 'pracowniczych' dni. Widać każdy tęskni za czymś innym.
    uściski przesyłam

    OdpowiedzUsuń
  4. "każdy tęskni za czymś innym"
    prawda prawda
    dlaczego tak się dzieje, że tesknimy za tym czymś innym?
    łapie się na tym i jestem na siebie wściekła, że tak mi sie czasem teskni...

    OdpowiedzUsuń